Przede wszystkim czułam ogromny lęk. Nie wiedziałam, co mnie czeka, co właściwie kryje się za słowem „przeszczep” i jak cały proces wygląda krok po kroku. Zwierzyłam się mojej siostrze, która zachęciła mnie do psychoterapii. Mąż mojej terapeutki pracował wtedy na Oddziale Transplantologii i zgodził się spotkać ze mną oraz odpowiedzieć na wszystkie pytania. Po około pół roku pracy terapeutycznej poczułam gotowość i spokój.
Wywiad z Martyną Matuszewską lat 40
Pacjentką po przeszczepieniu nerki i trzustki (15.06.2016 r.)
Jakie emocje towarzyszyły Pani w momencie kwalifikacji do przeszczepu?
Jak zmieniło się Pani podejście do życia w trakcie oczekiwania na przeszczep?
Od zawsze charakteryzował mnie ogromny upór, by żyć — jestem wcześniakiem — oraz radość życia. Okres oczekiwania na przeszczep nauczył mnie, jak drogocenny jest czas i jak bardzo jestem wdzięczna za każdą przeżytą chwilę. Bardzo kocham żyć i codziennie rano dziękuję za ten dar: kolejny poranek, jeszcze jeden dzień, uważne „tu i teraz”.
Czy ktoś z najbliższych rozważał zostanie dawcą?
Tak, moja mama, jednak zdyskwalifikował ją wiek. Ja stanowczo sprzeciwiałam się temu pomysłowi. Byłam zdecydowana czekać na organy od nieznanego, zmarłego dawcy. Nie chciałam, aby ktokolwiek z moich najbliższych ryzykował własnym zdrowiem. W tamtym czasie czułam, że największym wyrazem miłości ze strony rodziny jest ich obecność i wsparcie.
Jak wspomina Pani opiekę zespołu transplantacyjnego?
Zespół transplantacyjny stał mi się bardzo bliski. Otrzymałam kompleksową opiekę podczas długiej hospitalizacji po przeszczepie. Uważność i zaangażowanie lekarzy były poruszające. Cały zespół zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Wyrazem tego jest coroczne przygotowywanie własnoręcznych kartek bożonarodzeniowych dla wszystkich członków zespołu. To rytuał, którego nigdy nie odpuszczam.
Jak radzi sobie Pani z koniecznością regularnych kontroli leczenia?
To dla mnie priorytet. Tylko regularne wizyty mogą zapewnić mi wiedzę o aktualnym stanie zdrowia i pomóc w odpowiednim dostosowaniu leczenia. To po prostu gwarancja bezpieczeństwa.
Czy przed chorobą miała Pani wiedzę na temat transplantacji?
Nie, niemal zerową. Wiedziałam jedynie definicyjnie, czym jest przeszczep organu.
Czy uważa Pani, że dostęp do wiedzy o przeszczepach w Polsce jest wystarczający?
Uważam, że dopóki temat nie dotyczy nas lub naszych bliskich, wiedza często opiera się na przypuszczeniach, stereotypach i wyobrażeniach. Dopiero kiedy człowiek staje twarzą w twarz z decyzją o przeszczepie, zaczyna rozumieć, czym naprawdę jest transplantacja. Dlatego tak ważna jest edukacja i otwarte rozmowy, które pomagają oswajać emocje i budować świadomość społeczną.
Jakie jedno zdanie powiedziałaby Pani osobie, która boi się transplantacji?
„Strach jest zrozumiały, ale po drugiej stronie lęku czeka szansa na lepsze życie.”
Biorcy życia dziękują Pani Martynie za podzielenie się swoimi doświadczeniami.
Polecamy
CHIESI/MBR/EDU/2026/06/77